Powołanie

U źró­deł powo­ła­nia kapłań­skie­go czy zakon­ne­go znaj­du­je się zawsze ten wiel­ki poryw mło­dej duszy, w któ­rej odzy­wa się głos ukry­te­go Mistrza. I rodzi się potrze­ba, wręcz wewnętrz­ny impe­ra­tyw, aże­by tę duszę „dać”, sko­ro On sam za każ­dą duszę ludz­ką zapła­cił cenę naj­wyż­szej miło­ści: aż do koń­ca.

Ci, któ­rzy otrzy­ma­li dar naśla­do­wa­nia Chry­stu­sa przez kon­se­kra­cję, powin­ni o Nim świad­czyć swo­im prze­mie­nio­nym życiem… podą­ża­jąc ku nie­bie­skiej Ojczyź­nie i ku Świa­tłu, któ­re nie zna zmierz­chu.

św. Jan Paweł II

św. Tere­sa od Jezu­sa
(1515 — 1582)

Wszak my wszyst­kie, ile nas nosi ten świę­ty habit Kar­me­lu, wszyst­kie jeste­śmy powo­ła­ne do modli­twy i kon­tem­pla­cji, to jest nasz począ­tek, z tego rodu się wywo­dzi­my, od owych świę­tych ojców naszych, z Góry Kar­mel, któ­rzy w takiej głę­bo­kiej samot­no­ści, z takim ode­rwa­niem od wszel­kich rze­czy tego świa­ta, szu­ka­li tego skar­bu, tej dro­giej per­ły, o któ­rej mówi­my.
Sko­ro Bóg ma tylu nie­przy­ja­ciół, a tak nie­wie­lu przy­ja­ciół, uczu­łam w sobie pra­gnie­nie i dotąd czu­ję, by tych nie­wie­lu przy­naj­mniej praw­dzi­wy­mi było Jego przy­ja­ciół­mi. Posta­no­wi­łam zatem uczy­nić choć to malucz­ko, co uczy­nić zdo­łam, to jest wypeł­nić rady ewan­ge­licz­ne jak naj­do­sko­na­lej, i tę gro­mad­kę sióstr, któ­re tu są ze mną, skło­nić do tego, aby czy­ni­ły podob­nież.
W wiecz­no­ści zgo­to­wa­ne nam są miesz­ka­nia wedle mia­ry miło­ści z jaką tu wstę­pu­je­my w śla­dy życia naj­słod­sze­go nasze­go Pana Jezu­sa.

św. Jan od Krzy­ża
(1542 — 1591)

Naj­słod­sza miło­ści Boga, tak mało pozna­na! Kto zna­lazł Two­je źró­dło, zna­lazł odpo­czy­nek.
Poznaj, cze­go Bóg żąda od cie­bie i speł­nij to, a przez to lepiej zado­wo­lisz swo­je ser­ce, niż czy­niąc co sam pra­gniesz.
Idąc z Tobą, o Boże mój, pój­dę, gdzie zechcesz, bo tyl­ko Cie­bie pra­gnę.

św. Tere­sa
od Dzie­ciąt­ka Jezus

(1873 — 1897)

Naszym posłan­nic­twem jest zapo­mi­nać o sobie, wynisz­czać się… Jeste­śmy tak małe…, a jed­nak Jezus chce uza­leż­niać zba­wie­nie dusz od naszych ofiar i od naszej miło­ści; On jak żebrak pro­si nas o dusze…
Jakaż to łaska być dzie­wi­cą i oblu­bie­ni­cą Jezu­sa!… Musi to być coś bar­dzo pięk­ne­go i bar­dzo wznio­słe­go, sko­ro naj­czyst­sze i naj­in­te­li­gent­niej­sze ze stwo­rzeń wola­ło raczej zostać dzie­wi­cą niż stać się Mat­ką Boga!…
Mamy tyl­ko krót­ką chwi­lę życia, aby ją móc oddać Panu Bogu…
Będę opie­wać szczę­ście słu­że­nia Jezu­so­wi i miesz­ka­nia w Jego domu, szczę­ście, że jestem oblu­bie­ni­cą Jezu­sa w cza­sie i w wiecz­no­ści…

św. Elż­bie­ta
od Trój­cy Świę­tej

(1880 — 1906)

Nie znaj­du­ję wyra­że­nia, by wypo­wie­dzieć moje szczę­ście. Tutaj już nie ma nic, tyl­ko Jezus. On jest Wszyst­kim. On sam wystar­cza, i dla­te­go Nim tyl­ko żyje­my. Spo­ty­ka­my Go wszę­dzie, zarów­no przy pra­niu, jak i na modli­twie!
Kar­me­li­tan­ka, (…) jest duszą, któ­ra spoj­rza­ła na Ukrzy­żo­wa­ne­go, ujrza­ła Go, jak skła­dał sie­bie w Ofie­rze Ojcu za dusze, a sku­pia­jąc się na tym wiel­kim widze­niu miło­ści Chry­stu­sa, zro­zu­mia­ła ogrom miło­ści swo­jej duszy i zapra­gnę­ła oddać się tak jak On!…
A na górze Kar­mel, w mil­cze­niu, w samot­no­ści, w modli­twie, któ­ra się nigdy nie koń­czy, albo­wiem prze­dłu­ża się na wszyst­ko, kar­me­li­tan­ka już żyje tak, jak­by żyła w nie­bie: „samym Bogiem”.
Kar­me­li­tan­ka jest złak­nio­na mil­cze­nia, aby zawsze Go słu­chać i coraz bar­dziej wni­kać w Jego Nie­skoń­czo­ną Isto­tę.

św. Tere­sa
od Jezu­sa z Los Andes

(1900 — 1920)

Ist­nie­je miłość tak wiel­ka, że dusza zawsze żyje w obec­no­ści Umi­ło­wa­ne­go. Nie może znieść, żeby jaka­kol­wiek rzecz stwo­rzo­na w tym jej prze­szka­dza­ła, dla­te­go szu­ka samot­no­ści.
Trwać w zjed­no­cze­niu z Bogiem do tego stop­nia, by w naszych żyłach pły­nę­ła odku­pień­cza Krew Chry­stu­sa. Wszyst­ko za Kościół i dla zba­wie­nia dusz.

św. Tere­sa
Bene­dyk­ta od Krzy­ża

(1891 — 1942)

Trwa­ją­ce na cichej roz­mo­wie z Bogiem, dusze Mu poświę­co­ne wpły­wa­ją na bieg wypad­ków w histo­rii Kościo­ła, odna­wia­ją­cych obli­cze Zie­mi. Wzo­rem im jest Naj­święt­sza Dzie­wi­ca, prze­cho­wu­ją­ca w swym Ser­cu obja­wio­ne Jej przez Boga sło­wa.
Bez­względ­ne odda­nie się Panu sta­no­wi źró­dło wewnętrz­ne­go poko­ju i szczę­ścia, któ­rych zewnętrz­ną ozna­ką jest nie­usta­ją­ca pogo­da ducha i cicha radość.

św. Maria Mara­vil­las
od Jezu­sa

(1891 — 1974)

Jeże­li ktoś ma powo­ła­nie, przy­cho­dzi do Kar­me­lu ze zde­cy­do­wa­nym posta­no­wie­niem, by stać się lub raczej pozwo­lić uczy­nić się świę­tą. Jeśli nie będzie sta­wia­ło się opo­ru, a będzie współ­pra­co­wa­ło z łaską, Pan doko­na tego. Trze­ba tyl­ko sta­rać się, zło­żyć Mu swą ofia­rę z jak naj­więk­szą miło­ścią, na jaką tyl­ko stać i do jakiej jest się zdol­nym… Trze­ba tyl­ko być goto­wym zapo­mnieć o sobie od pierw­sze­go momen­tu, by zająć się tyl­ko Nim, a w „Nic” Góry Kar­mel znaj­dzie się wszyst­ko.
Kar­me­li­tan­ka cie­szy się naj­wyż­szym szczę­ściem, jakie moż­na osią­gnąć na zie­mi, i któ­re­go nic nie może jej ode­brać, bo pole­ga ono na zjed­no­cze­niu z Bogiem, na wypeł­nia­niu Jego woli, miłu­jąc Go i słu­żąc Mu.
Kar­me­li­tan­ka nigdy nie jest sama, bo Chry­stus sta­le jest przy niej. Mając Go, nicze­go wię­cej nie potrze­bu­je.